Maj minął mi tak szybko, że nawet nie zdążyłam go dobrze poczuć. Może to zasługa wyjazdu, który jeszcze długo będę wspominać, a może moim większym zaangażowaniem na blogu. Tak czy inaczej, działo się dużo. Wspomnienia z włoskich wakacji staram się Wam co jakiś czas podrzucać i jeszcze kilka materiałów z tego wyjazdu będzie. Teraz czas na to wszystko, co było zbyt małe na oddzielny wpis, ale tu nadaje się idealnie.

 

Zaraz po przyjeździe z Włoch wybrałam się do domu, gdzie rozpoczęliśmy sezon na grilla (we Włoszech taką miałam ochotę na grilla). Piękna pogoda, kwiaty na drzewach i krzewach cudowny relaks na łonie natury.grill

Warszawskie Targi Książki, to data w kalendarzu, która co roku jest zaznaczona. Choć w tym roku nie miałam większej potrzeby zdobycia nowości (staram się nie interesować nowościami, aby nie kupować za dużo książek), wyszłam z 10 pachnącymi drukiem egzemplarzami. Same targi niewiele różniły się od poprzednich edycji. Ale tegoroczne spotkania autorskie nie przypadły mi do gustu.

targi_ksiazki

targi_ksiazki_2

 

Orange Video Fest, czyli miejsce w którym można spotkać niemal wszystkich youtuberów. Niestety trochę mnie zawiódł – powtórka wszystkiego co było w grudniu. Te same tematy, Ci sami zaproszeni ludzie. Szkoda. Za to szał związany z autografami i zdjęciami był stanowczo większy. Głównymi odbiorcami youtube są gimnazjaliści, ja tylko zawyżałam średnią wieku. Co ciekawe niektóre dziewczyny zastanawiały się, czy mnie aby skądś nie znają, czy nie jestem „sławną” vlogerką modową. Wystarczy być starszym i lepiej się ubrać – efekt „gwiazdy” murowany. Niestety zdradzała mnie opaska na ręku nie w takim jak „gwiazdy” miały kolorze.

ovf_c

ovf_c2

Targi Yard Sale Mustache, reklamowane jako wspaniała, kolorowa polska moda. Wszystko by się zgadzało, ale niestety stoiska niewiele różniły się od siebie asortymentem. Wszystkie spódniczki, sukienki i bluzki szyte są na ten sam „modny” krój. Różniły się jedynie kolorami i wzorami. W dodatku tłumy, jakie przyszły na targi nie pozwoliły mi spokojnie niczego pooglądać. Nie znoszę zakupów w tłumach, więc po przejściu wszystkich poziomów uciekłam do domu.

mustache

W Wilanowie co jakiś czas odbywa się mapping, czyli wielka projekcja dostosowana do wymiarów i kształtów budynku – w tym przypadku pałacu. My uczestniczyliśmy w dwóch projekcjach „W Wilanowie król jest tylko jeden” oraz „Powrót króla”. Pierwsza projekcja miała fabułę, była dobrze dopasowana, wzbudzała emocje i zaciekawienie, tak ta druga właściwie nic nie przedstawiała. Mój Ukochany nazwał ją „projekcją ukazującą możliwości mappingu, ale bez konkretnej scenki”. Jeżeli będziecie mieli możliwość wybrania się na taki pokaz, na pewno warto. Zrobione jest naprawdę bardzo dobrze. Walące się mury, zmieniający wystrój, czy przechadzające się postacie.

IMG_1850

Wybrałam się również do Łodzi. Choć mieszkałam tu podczas pierwszej części moich studiów, to nie poznałam tego miasta. W końcu zostało odświeżone, odrestaurowane stare kamienice, poprawione drogi i życie wróciło „na miasto”. Off Piotrkowska to bardzo hipsterskie miejsce, ale tak popularne, że trudno o wolny stolik. Co więcej mój całodzienny spacer odbył się po parkach, lasach i zielonej części Łodzi. Nie pokocham tego miasta, ale może choć trochę je zaakceptuję.

lodz

 

Oczywiście nie zabrakło odwiedzonych nowych lokali.

THAISTY – nowa, a już dla mnie najlepsza tajska restauracja w Warszawie. Zabierajcie znajomych i śmiało przychodźcie delektować się tym cudownym smakiem. Zupa z kaczką to mój faworyt. Ale uwaga na duże porcje. Nie ma co za dużo zamawiać. Dlatego też na pewno wrócimy tam spróbować innych dań.

Moim zdaniem wystrój zupełnie nie nawiązuje do Tajlandii, ale za to jest przytulnie, nowocześnie i swojsko. Wypatrzyliśmy już duży stolik dla całej naszej grupy znajomych – mam nadzieję, że będą chętni wybrać się z nami. Z sali można podziwiać pracujących kucharzy, co dodatkowo zachęca do pobycia tu trochę dłużej. Warto też zarezerwować wcześniej stolik, bo obłożenie jest dość duże, może ze względu na niedawne otwarcie, a może właśnie z powodu perfekcyjnych dań.

Oto zamówiona przeze mnie zupa z kaczki. Sosy, które widzicie obok, wzbogacają smak, ale nie ma co z nimi przesadzać bo dają piekielnie ostry smak. Thaisty

Khao soi gai, czyli duszony kurczak na jajecznym makaronie w kokosowo-ostrym sosie.Thaisty

Napój z mango i (chyba) papai – niesamowity. Już tylko dla niego warto się tu wybrać. Choć osobiście uważam, że jest tu tyle wspaniałych smaków, że na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.Thaisty

 

Warszawa Powiśle – miejsce, które już wielokrotnie chciano zlikwidować, ale protesty na szczęście je uratowały. Mieszkam na Powiślu od 3 lat i dopiero teraz tu zajrzałam. To chyba najbliższy sensowny lokal (Solec 44 jest ciut dalej) w okolicy. Śniadania serwują cudowne. Ukochany zamówił jajecznicę na boczku. Moja kanapka na ciemnym pieczywie, z gorgonzolą, jabłkiem i żurawiną rozpływała się w ustach. Do tego kawa i świecące na twarz słońce. Cudowny początek niedzielnego dnia.

warszawa_powisle_c

 

Do mojego rodzinnego domu wprowadził się mały Fado. Bardzo niezdarny, bardzo uroczy i taki idealny do kochania. Pozachwycajcie się trochę.

Fado_2 Fado

A na sam koniec maja zostałam zaproszona na wycieczkę po stadionie Legii Warszawa. Mój tata od małego jest jej kibicem, ale mnie nigdy na mecz nie zabrał. Teraz udało mi się nadrobić zaległości. Wycieczka prowadziła po częściach stadionu przeznaczonych dla mediów i związanych z bezpieczeństwem. Mnóstwo ciekawych informacji, widoki, czasem niedostępne dla zwykłych kibiców.

Legia

Po całej wycieczce mogłam obejrzeć mecz. Nie chcę komentować poziomu gry, bo nie ma co się denerwować. W pierwszej połowie przysypiałam, bawiąc się telefonem. Żadnej akcji. Za to zabawiał mnie „chór stworzony na żylecie”. Byłam pełna podziwu ile mają w sobie siły. Przecież to jeden wielki chór, który śpiewa przez cały mecz. W dodatku przyśpiewki mogłabym uznać za inteligentne (z niektórymi wyjątkami), pomysłowe i bardzo wpadające w ucho. W drugiej połowie meczu śpiewałam wraz z nimi. To właśnie oprawa meczu podobała mi się najbardziej. I naprawdę byłam pod wrażeniem tego jak kibice potrafią perfekcyjnie przygotować całą oprawę – machając flagami, rozkładając banery, czy też wielkie flagi, a nawet wielką koszulkę Legii. Wow! Nie wiem jak to wygląda w innych klubach, ale na Legię warto wybrać się właśnie dla obejrzenia „żyletowego show”.

Legia Warszawa

 

Taki oto mój maj. Trochę emocji, trochę podróży i trochę smacznych dań. Dużo chilloutu, wrażeń i wspomnień.