dziecko

Od małego moja mama powtarzała, że jestem nieczuła. Cóż, taki już mój urok. Może na pewne sprawy tak.

Ostatnimi czasy w Internecie pojawił się wielki szum dotyczący kampanii, która ma „zmuszać kobiety do zostania matkami”. To dokładnie ta, na której podstawie memy „nie zdążyłam zostać matką” pojawiały się na facebookowych tablicach niemalże z taką samą systematycznością, co informacje o zmianie statusu i zdjęcia małych dzieci (nawet nie zauważyłam, kiedy ten proces rodzenia dzieci przez moich znajomych się rozpoczął, ale obecnie jest w pełni). No właśnie – ktoś jednak te dzieci rodzi, co więcej matki są dość młode. Większość nie ma więcej niż 25 lat, a i tak spora grupa rodziła dzieci zaraz po 20.

Czyżby ta kampania nie trafiała do odpowiednich osób i była niewypałem? Cóż, to chyba każdy wie! Do mnie ta kampania nie trafia i tyle. Nie czuję nagle wyrzutów sumienia, że mój instynkt macierzyński jeszcze się nie obudził. Nie czuję więc potrzeby posiadania dzieci już teraz (ale mam nadzieję, że koło 30 ten instynkt jednak się ruszy, bo przecież takie słodkie dziewczynki i chłopczyków chciałabym poubierać w śliczne sukieneczki i szare garniturki, ach!). Moja sytuacja życiowa nadal się stabilizuje, ale moje plany życiowe jeszcze raczkują, nie wspominając o tym, że nie zaczęłam nawet realizować marzeń. Tak, jestem egoistką! Myślę o swoim szczęściu! Wiem, wiem, że z dziećmi też przecież można to osiągnąć, ale po co dodatkowo brać sobie coś na barki, jak można prościej?!

Nie oszukujmy się dzieci to duży obowiązek, który zmusza nas do zmiany życia.  Nie wszyscy są na to gotowi. Ba, jestem skłonna stwierdzić, że nie wszyscy muszą mieć dzieci, bo zwyczajnie do tej roli się nie nadają. I słusznie. Jeśli ktoś nie czuje takiej potrzeby, to czemu ma na siłę uszczęśliwiać rodzinę, państwo, czy też inną fundację, a siebie i dziecko skazać na cierpienie.

Nie wyobrażam sobie, żeby ta, czy też inna kampania zachęciła mnie (czy zmusiła) do urodzenia dziecka jeśli sama tego nie chcę. Nie wyobrażam sobie żeby ktoś zmusił mnie do rodzenia dzieci. Ba nawet zachęta obawiam się, żeby nie poskutkowała. Jeśli sama nie będę ich chciała to chociażby ktoś z wysoka grzmiał ja i tak ich nie urodzę (chyba że na skutek wpadki). Mam więc wątpliwości, czy tego typu kampanie w ogóle mają sens. Czy jakaś kobieta została zachęcona do rodzenia dzieci przez tą kampanię? Nie sądzę. Mnie ona raczej zniechęciła, bo jak ktoś mi coś niemal każe to ja robię na przekór. Powtórzę za innymi blogerami – lepiej działać na innych polach, jak chociażby dłuższy i płatny macierzyński, zagwarantowane żłobki i przedszkola itp. Chociaż kobiety, a szczególnie te „kobiety sukcesu”, do których przede wszystkim ma trafić ta kampania mają swój rozum i żadne słowa, czy też filmy nie namówią ich do zmiany swoich priorytetów i marzeń. Trochę wygląda to tak, jakbym ja nakręciła filmik w którym chłopak żałuję że nie jadł szpinaku, bo on jest taki zdrowy i tym zachęciła ludzi do codziennego kupowania szpinaku, choć go nie lubią.

Czy mam rodzić dzieci, bez względu czy je chcę, czy nie, czy jestem na nie gotowa mentalnie czy też finansowo? Czy na siłę mam męczyć się z nimi, myśląc tylko o tym, czego „przez nie” nie zrobiłam i nie osiągnęłam? Czy na siłę mam być nieszczęśliwa i sfrustrowana? A dzieci mają całe życie być równie nieszczęśliwe, nie czując od matki ciepła, radości i nie będące odpowiednio wychowywane? Oczywiście przedstawiłam skrajne przypadki, ale przecież one jednak istnieją.

Wolę być matką z własnego przekonania. Dokładnie wtedy kiedy będę na to gotowa. Chcę mieć odpowiednio dużo czasu by wychować po swojemu dzieci. Choć pewnie wtedy ktoś genialny wymyśli kampanię, jak odpowiednio te dzieci wychowywać.

child

Do mnie ta kampania nie przemawia, ale nie widzę też powodu, żeby się nią tak bulwersować. Jest nudna, słaba i mnie nie wzrusza. Zobaczyłam ją dopiero po przeczytaniu kilku negatywnych opinii na blogach i zastanawiałam się, czy aby na pewno to ta sama kampania o której wszyscy tak trąbią. Kobieta przedstawiona w spocie jest zimna i samotna (na stole śniadanie zastawione jest tylko dla jednej osoby), ale na tyle młoda, że jeśli znajdzie jeszcze partnera to może zostać matką. Realizowała marzenia (uśmiech, kiedy to mówi), coś osiągnęła, ale czuje się samotna (ten jej pusty i hermetyczny dom mnie trochę przeraża). Samotność nie musi się wiązać tylko z posiadaniem dzieci. A gdzie jej partner? Sama zrobi sobie to dziecko?

Kampania sobie żyje w Internecie i przechodzę obok niej obojętnie, tak samo jak koło reklamy blachodachówki reklamowanej prze półnagą panią. Mówiąc o niej sprawiamy satysfakcję fundacji – bo przecież, jest taka kontrowersyjna, że wszyscy o niej mówią. Ja też więc dołączam swoją cegiełkę – trudno.

Domyślam się również, że ta kampania miała szokować – niczym kampanie pokazujące wypadki na drogach spowodowane przez nietrzeźwych kierowców. Miała, ale coś nie wyszło, bo ktoś o dość specyficznych poglądach i stylu się za to zabrał. Może do niego to przemawia (piszę „jego”, bo mam ogromne wrażenie, że wpadł na to mężczyzna nie znający dobrze kobiecej psychiki. Zresztą kobieta nie mogła tego zrobić, bo musi zająć się rodzeniem dzieci, zamiast swoimi marzeniami i karierą). Dla twórców liczy się ilość urodzonych dzieci, a nie ich szczęśliwe dzieciństwo.

Oczywiście mówi się, że to państwo powinno zagwarantować kobietom dłuższy macierzyński, po którym bez problemu wrócą do swojej kariery, zasiłki, wyprawki, becikowe (wysokie), żłobki, przedszkola itp. I super – z częścią się zgadzam i bardzo bym chciała, żeby kobiety naprawdę mogły godnie być matkami, bez stresów. Jeśli nie chciałabym być matką, to takie perfekcyjnie działające prorodzinne dodatki by mnie nie zachęciły. A jeśli bym bardzo chciała mieć dziecko, to bez tego też sobie jakoś poradzę.

Spójrzmy na koniec jeszcze na to wszystko z innej strony. Jest mnóstwo kobiet, które są w stanie już teraz, zaraz mieć dzieci (znam takich kilka), ale jeszcze nie znalazły odpowiednich dla tych dzieci tatusiów. Czy one też mają czuć się winne, że nie mają dzieci?

Nie zrozumcie tego postu opacznie. Uważam, że są osoby, które lepiej nadają się na matki – w każdym momencie swojego życia, ale są też takie, które nie powinny nimi być kiedykolwiek. Że po urodzeniu dziecka prawdopodobnie ta miłość i radość z niego przyjdzie, bez względu na to, czy się tego chciało czy nie. Ale dajmy kobietom decydować o ich życiu. One same wiedzą co jest dla nich najlepsze, jaki okres w ich życiu obecnie nastał. Czy są gotowe na dziecko, czy raczej na szaloną podróż doookoła świata.

Nie oszukujmy się, żyjemy w kraju, w którym kobieta nadal uznawana jest za „przedmiot” do rodzenia, karmienia, sprzątania. Jak chce pracować to może, ale tylko jako dodatek do wymienionych wcześniej ról. Czy ta kampania aż tak bulwersuje i dziwi?! Mnie nie! Ale w końcu ja jestem nieczuła.