Lemon Shark

Przez ostatni rok poznałam prawdziwe indyjskie i tajskie smaki. Zakochałam się w jedzonym na Mauritiusie curry, w Tajlandii zachwyciły mnie uliczne stragany serwujące aromatyczne dania. Nagle po pewnym czasie, zapragnęłam choć kulinarnie przenieść się w tamte miejsca.

Kiedy kilka tygodni temu usłyszałam o małej restauracji serwującej kuchnię wysp azjatyckich. Wyspy to powiew słońca i wakacji, a ja bardzo chciałam być teraz na pięknej plaży i rozkoszować się tym co mnie otacza. Właśnie dlatego wybrałam tą azjatycką restaurację – Lemon Shark (ul. Klimczaka 15/8a).

Lemon Shark

Lemon Shark

Wystrój restauracji to skromna przestrzeń z kilkoma, nowoczesnymi dodatkami, ale za to od razu przywołuje tajskie restauracje z prostymi krzesłami i z doskonałą kuchnią. Tutaj jest dokładnie tak samo. Choć wnętrze jest skromne i proste, to kuchnia nie jest odpowiednikiem serwowanych w Azji dań – to są prawdziwe, azjatyckie dania.

Z tego też względu zdjęcia dzisiaj nie będą najpiękniejsze, jakie znajdziecie na blogu, ale za to bardzo, ale to bardzo chcę Wam polecić to miejsce, więc nie patrzę dziś na estetykę i po prostu, kulinarnie Wam to miejsce polecam.

Karta składa się głównie z typowych, aromatycznych indyjskich dań, ale znajdziecie też kilka tajskich. Królują tu przeróżne curry, jagnięcina oraz owoce morza. Menu znajdziecie tutaj.

Lemon Shark

Zamawiam tajską zupę z trawą cytrynową i mlekiem kokosowym, a mój towarzysz – zupę z tamaryndowcem, z soczewicą, sokiem z limonki, mlekiem kokosowym i kurczakiem.

Przenoszę się na Krabi i nawet czuję zapach egzotyki w powietrzu.

Lemon Shark

Lemon Shark

Kolejna jest przystawka w postaci Srilankan Fish Cutlet – czyli kotleciki z tuńczyka i ziemniaków w chrupiącej panierce. Ona jest po prostu przepyszna. Mam ochotę na więcej i więcej. W dodatku, ten słodko – ostry sos dodaje całości charakteru i jest niemal równie pyszny.

Lemon Shark

Pewnie dlatego zjadam niemal całą porcję, nie patrząc na mojego towarzysza.

Lemon Shark

Lemon Shark

Kiedy już kończę zachwycać się tym co mam na stole wchodzą prawdziwie indyjskie smaki. Już z daleka czuję te aromaty i od tego robię się głodna.

Łopatka jagnięca gotowana w stylu Sri Lanki. Jagnięcina aż rozpływa się w ustach, a specjalna mieszanka przypraw sprawia, że nie mogę się powstrzymać od przywoływania ostatniej kolacji jedzonej na Mauritiusie.

Drugie to curry z wołowiną. Pyszne i równie aromatyczne.

Do obydwu tych dań zamawiamy chrupiącą Dossę i warstwowe Malabar Parotta. Idealnie komponują się z ostrymi smakami dań.

Lemon Shark

Lemon Shark

Bogactwo aromatów, smaków, dodatków i składników. Po prostu niesamowite smaki, które zachwycają.

Lemon Shark

Właściciel i szef kuchni to Hindus, który gotował w różnych restauracjach świata – m.in. w Londynie. Dlatego te dania są tak autentyczne i prawdziwe.

Wszystkie te indyjskie smaki były tak niesamowicie podobne, do tego, co jadłam na Mauritiusie, że w jednej chwili przeniosłam się na tą cudowną wyspę. W innych, bardziej tajskich daniach, czułam Tajlandię. Jeśli więc lubicie te smaki, to miejsce koniecznie powinniście odwiedzić. Jest autentycznie i przepysznie.

Lemon Shark

Lemon Shark

W restauracji można nie tylko przepysznie zjeść, ale również poczuć atmosferę Indii. Odbywają się tu najróżniejsze pokazy tańca, medytacje, wieczory z kulturą. Myślę, że każdy może znaleźć coś intrygującego dla siebie.

Po prostu jestem zachwycona, że nie muszę lecieć tak daleko, by zjeść przepyszne indyjskie dania. Jedynym minusem tej restauracji jest lokalizacja. Lemon Shark znajduje się w miasteczku Wilanów, ale jeśli jesteście miłośnikami azjatyckiej – szczególnie właśnie indyjskiej i odrobinę tajskiej kuchni, to to miejsce koniecznie musicie odwiedzić. Mnie ono przeniosło z powrotem na Mauritius, a przecież Wilanów jest bliżej niż ta przepiękna wyspa.