Port Malaga

Po całym dniu wspinania się pod górę, czas na odrobinę odpoczynku. Cudowne widoki ze szczytów gór zachwycają, ale w Maladze króluje przecież port. W dodatku jeden z największych w Hiszpanii.

Czuję wiosenne słońce, a przed sobą widzę kolorowe uliczki pełne kwiatów i cytrusów. Niewiele może się równać z ciepłymi promieniami w grudniu.

parque de malaga

Tuż u podnóża góry rozpościera się cudowny Parque de Malaga, po którym spacer okazuje się wejściem do niesamowitego wręcz królestwa. Park to niemal ogród botaniczny, z tak różnymi, egoztycznymi roślinami, że aż nie mogę uwierzyć, że je wszystkie mam na wyciągnięcie ręki.

parque de malaga

Wielkie palmy, liście mojej wysokości, porośnięte czymś przepięknym i wydającym się niemal pluszowym drzewa.

parque de malaga

parque de malaga

parque de malaga

To tylko europejskie miasto, a mam wrażenie, że przeniosłam się do jakieś dżungli.

parque de malaga

Ten park po prostu trzeba odwiedzić, ale w końcu to nie problem podczas spaceru w stronę portu – on po prostu stanie na Waszej drodze i jestem pewna, że też będziecie zachwyceni.

Zza drzew, po drugiej stronie ulicy wyłania mi się coś kolorowego. Ogromna szklana, kolorowa kostka wpuszczająca świtało do Centrum Pompidou. Dobrze kojarzycie, to hiszpańska siedziba paryskiego muzeum sztuki współczesnej.

Tej bryle przypatrywałam się już z samego zamku i zastanawiałam co to za kolorowy ptak.

Pompidou

Malaga Pompidou

Biorę przykład z mieszkańców miasta i tak jak oni, spaceruję po cudownej promenadzie w zachodzącym słońcu. Z jednej strony przyjemny wiatr od wody, z drugiej sklepiki, restauracje i kawiarnie, pełne gwaru.

Malaga port

Panorama miasta z tej perspektywy też jest przepiękna. O tej porze dnia budynki są beżowe, a nawet lekko poamrańczowe, jednak w oddali widać wspaniałe, ciemne góry.

Port malaga

Port Malaga

Port Malaga

Kiedy docieram do bardziej przemysłowej części Puerto de Malaga, robi się puściej. Mniej tu mieszkańców, choć widoki też są mniej zachwycające, bardziej industrialne.

port malata

Niemal na końcu promenady przy Puerto de Malaga statkom wskazuje drogę latarnia morska. Jedyna, hiszpańska latarnia która nosi damskie imię – La Farola. W nocy przyciąga światłem, za dnia swoim śnieżno białym kolorem.

Nie idę na plażę, tam mam zamiar spędzić dużo czasu jutro. Dziś chcę się bawić z mieszkańcami na Puerto de Malaga.

port malaga

Siadam i obserwuję ludzi. Zachwycam się widokami i słucham muzyki przy placu zabaw dla dzieciaków.

Nie jestem wielką miłośniczką dzieci, ale hiszpańskie mnie rozczulały. Grzeczne, ciekawe świata, pełne energii i w dodatku tak uroczo poubierane. W Maladze rodzice zabierają dzieci na długie spacery nawet o późnych godzinach. Wszyscy razem rozmawiają i częściej słychać dyskutujących rodziców niż dzieci. Widać, że wszyscy uczestniczą we wspólnym spędzaniu czasu. Nikt się nie złości, nikt nie wybrzydza, a w restauracji dzieci świetnie dają sobie radę same, z resztą podonie jak i podczas zabawy. Taka wielka, rodzinna sielanka.

Port Malaga

Wśród nowoczesnych butików, ukryta jest stara kapliczka z XVIII wieku. Choć zupełnie nie pasuje do otoczenia, to może właśnie dlatego zachwyca, intryguje.

port malaga

Wzdłuż parku ciągnie się też wielka, chyba każdemu dobrze znana fala. Biały baldachim niemal falujący nade mną.

fala malaga

Fala malaga

port malaga

Po zachodzie słońca to miasto dopiero zaczyna tętnić życiem. Jest gwarno, jest tłoczno, dużo śmiechów i energii. To mnie przyciąga i niemal wciąga do siebie.

Siadam w jednej z uliczek, popijam herbatę (tak niepopularną w tych stronach) i słycham grajka śpiewającego największe, hiszpańskojęzyczne hity.

 

„Bamboleo, bambolea
Porque mi vida, yo la prefiero vivir asi…” (Gipsy Kings – Bamboleo)

 

 

 

 

 

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz