Kopiec Powstania Warszawskiego

Z majowego weekendu powstało tak dużo materiału dla Was, że ciągle staram się podrzucać na bloga nowe treści, w międzyczasie pracując nad nowymi działaniami na blogu.

Jak już wiecie Warszawę kocham bezgranicznie i każdego dnia cieszę się, że wróciłam do korzeni i właśnie tu mieszkam. Jednak przez lata w mieście brakowało mi miejsca widokowego, niczym z Piazza Michaelangelo we Florencji. Co prawda jest przecież Pałac Kultury i drapacze chmur, które powstają w zadziwiająco szybkim tempie, jednak trochę mi było mało. Dlatego też, odnalazłam miejsce, które odrobinę zaspokaja moją potrzebę, ale o tym za chwilę.

Jak już pewnie wiecie, a może i nie, w weekend majowy odwiedziła mnie Ania. Jak za dawnych czasów (pisania pracy magisterskiej, która sama jakoś nie chciała się pisać) wybraliśmy się dużą grupą na śniadanie do Aioli (ul.Świętokrzyska 18).

Już na wejściu tłum ludzi i kolejka wychodząca aż na chodnik przed lokalem. Na całe szczęście ja z Ukochanym, byliśmy trochę wcześniej, więc jeszcze nie czekaliśmy aż tak długo.

[Zdjęcie zrobione jest już po armagedonie związanym ze śniadaniową ofertą.]

Aioli

Niedawno w Aioli zmieniona została karta śniadaniowa (a również zwykła), już nie ma wielkiej śniadaniowej pizzy z jajkiem, ani rogali z dżemami, ale za to mamy dwa rodzaje gofrów (na słodko i na słono), i oczywiście jajka w różnych wersjach do wyboru (kanapka bekonowa, z kiełbaskami, czy frittata szpinakowa).

Aioli

W tygodniu (i o dziwo właśnie w majowy weekend) do dowolnej kawy śniadanie kosztuje tylko 1 zł! Dlatego od rana ustawiają się przed Aioli i Aioli Mini tłumy.

Aioli

Aioli

Nas oczywiście pobudziła kawa, ale równie chętnie sięgnęliśmy po bardzo zieloną lemoniadę.

aioli

Aioli

Aioli

Na naszym dużym stole pojawiły się śniadania.

Aioli

Aioli

Wygrały oczywiście jajka, konkretniej Sausage & Eggs.

Aioli

Troszkę po angielsku, troszkę po amerykańsku (choć i tak nic nie pobije amerykańskiego śniadania robionego w niedzielne poranki przez Ukochanego). Dwa jajka sadzone, kiełbaski, bekon, szpinak, pomidor i bagietka korzenna (nie wiem, czym charakteryzuje się korzenność bagietki, może kolorem, ale i tak była pyszna). Do tego masło (chyba) pietruszkowe i sos aioli. Dla mnie przepyszne rozwiązanie na początek długiego, aktywnego dnia.

Aioli

Frittata ze szpinakiem, pomidorkami cherry, podana z chlebkiem, hummusem, pastą z tuńczyka i ricottą ze szczypiorkiem.

Aioli

Przyszły też gofry.

W wersji na słodko ze świeżymi owocami, konfiturą, jogurtem i orzechami. O dziwo gofry nie należały do najlepszych, były suche, zimne i mało smaczne. Może to przez te tłum chętnych. [Kilka dni wcześniej byłam z mamą na śniadaniu w Aioli inspired by MINI i tam gofry na słodko były przepyszne, a moja mama właściwie mi je zjadła, bo tak jej zasmakowały.]

Aioli

Na słono gofry podawane są z jajkiem poche, łososiem, roszponką, suszonymi pomidorami, ricottą i guacamole. I tu znów problem wystąpił z samymi goframi.

Aioli

Kiedy skończyliśmy jeść, w lokalu niemal zrobiło się pusto. Śniadania przestały być wydawane, a na stołach zagościł lunch. Choć tylko pojedyncze osoby chciały jeść o tej porze lunch.

Aioli ma łączyć w sobie śródziemnomorską prostotę i radość z przebywania razem podczas posiłków. Możecie tu znaleźć nie tylko pojedyncze stoliki, ale przede wszystkim jeden długi stół – siedząc przy nim do kontaktów międzyludzkich już blisko.

Aioli

Dla mnie śniadania w Aioli to już nie tylko tradycja, ale też sprawdzone miejsce na spędzenie miło czasu o poranku. Jeśli mam wybierać, to wolę Aioli inspired by MINI, choć tam czasem zdarzają się wpadki związane z obsługą kelnerską, to klimat i jedzenie jest ciut lepsze (ale to tylko moja osobista opinia, bo lokale są niemal identyczne).

Dojazd do Aioli MINI też mam lepszy. 😉

Aioli

Jak pewnie się domyślacie śniadanie w Aioli to dopiero początek naszego pięknego dnia. Teraz trzeba gdzieś spalić te mnóstwo pysznych kalorii ze śniadania.

Ruszyliśmy więc wszyscy do miejsca, z którego można podziwiać Warszawę i odrobinę się poruszać – na Kopiec Powstania Warszawskiego. Wstyd się przyznać, ale ja, Warszawianka, nie znałam tego miejsca.

Na kopiec najlepiej dojechać samochodem. Od strony ulicy Bartyckiej znajduje się parking i droga prowadząca prosto na szczyt kopca.

Podobno schody prowadzące na kopiec są najdłuższe w całej Warszawie i jest ich dokładnie 350.

Kopiec Powstania Warszawskiego

Kopiec Powstania Warszawskiego

Po drodze po obu stronach ścieżki mijamy krzyże.

Kopiec Powstania Warszawskiego

Kopiec powstał ze zgliszcz powojennej Warszawy. Tu od 1945 roku wywożono gruzy warszawskich dzielnic. Przez lata wysypywane były tu również śmieci, stąd przez lata górka nazywana była „Górą Śmieci”, czy „Zwałką”. W 2004 roku uporządkowano górkę i nadano jej nazwę – „Kopiec Powstania Warszawskiego”, a na szczycie umieszczono ogromny symbol Polski Walczącej.

Kopiec Powstania Warszawskiego

Sam kopiec nie jest może imponujących rozmiarów – wysokość bezwzględna to jedyne 37 metrów.

Z góry można podziwiać Warszawę, choć widok nie jest aż tak zachwycający, jak by się można było spodziewać. Ciężko jest zobaczyć Centrum Warszawy, bo zasłaniają je drzewa porastające wzgórze.

Kopiec Powstania Warszawskiego

Za to widok na Ursynów jest przepiękny.

Kopiec Powstania Warszawskiego

Kopiec Powstania Warszawskiego

Choć ja i tak stałam zapatrzona na widok pięknej, rosnącej coraz bardziej w górę Warszawy.

Kopiec Powstania Warszawskiego

Kopiec Powstania Warszawskiego

Z kopca na pewno jest przepiękny widok o zmroku. Tak sobie myślę, że muszę się tu wybrać w któryś weekend by podziwiać stąd wschód słońca, lub jak mój kolega mówi „Warszawski świt”.

Dzień się jeszcze nie skończył, a przed nami jeszcze mnóstwo wrażeń. Ale o tym już w kolejnym poście.

 

Jeśli podobał Ci się wpis, podaj go dalej np. na fecebooku – niech inni też wiedzą, jak podróżować nie wychodząc z domu. 

Na bieżąco możesz śledzić Thief Of The World na Facebooku, Instagramie, Snapchacie (thiefoftheworld). Tam dzieje się więcej i szybciej. 😉