Pamplemousse

Lot na Mauritius to jedna z tych decyzji, które podejmuje się za sprawą emocji. Przyznaję, nie kojarzyłam tej cudownej wyspy do momentu, kiedy w styczniu zapadła decyzja, że bierzemy ślub na rajskiej wyspie. O ślubie na plaży napiszę Wam osobny wpis, ale teraz chcę Wam pokazać coś niesamowitego – wyspę.

Jadąc tu nie bardzo wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Z opisów wynikało, że to raj na ziemi, ale zdjęcia mnie raczej odpychały, niż zachwycały. W pewnym momencie postanowiłam, że przestanę oglądać zdjęcia z wyspy, bo tylko się zniechęcę, a przecież wyjazd tuż tuż i odwołać już raczej nie ma szans.

Lądując na południu wyspy pogoda też jakby nie do końca odwzorowywała, to co mieliśmy poczuć i zobaczyć – chmury, słaba widoczność i temperatura raczej na lekki sweter niż na opalanie. Samochód wiózł nas przez całą wyspę, a ja widziałam tylko pola całe w trzcinie cukrowej i góry o kształtach przedziwnych. Im bliżej północy, tym pogoda piękniejsza. Co chwila robiło się coraz bardziej słonecznie, a gdy wysiedliśmy z samochodu okazało się, że temperatura nareszcie jest wakacyjna.

Wchodząc do hotelu Zilwa Attitiude, moim oczom ukazał się widok tak cudowny, że chyba będę go pamiętać do końca życia, a już napewno do momentu, kiedy tu nie powrócę. Po tym widoku wiedziałam już, że jestem w raju i że zdjęcia kłamią.

Zilwa

Kiedy już odespaliśmy dobową podróż, postanowiliśmy nie tracić czasu i wybrać się do pobliskiego Ogrodu Botanicznego w Pamplemousse.

To jedna z atrakcji wyspy, która jest niemal oczywistym punktem dla wielu turystów. Ogrody botaniczne często mają to do siebie, że są bardzo sztuczne, trochę dziwne, ale ten tu robi wrażenie ze względu na niesamowitą roślinność. Bo gdzie indziej mogłabym znaleźć palmy tak ogromne i tak okazałe.

Pamplemousse

Pamplemousse

Na wyspie naturalnie nie występują palmy. Zostały one przywiezione dla turystów, tak by stworzyć tu raj, ale jest ich tu tak dużo, że można odnieść wrażenie, że to naturalnie występujące rośliny.

Pamplemousse

Pamplemousse

Pamplemousse

W ogrodzie znajdziemy też żółwie. Wielkie, wygrzewające się na słońcu żółwie. Czasem przypominają trochę kamienie, czy głazy.

Pamplemousse

Szkoda, że nie ma już dodo, które wytrzebili całkowicie Holendrzy.

Pamplemousse

Pamplemousse

W całym ogrodzie znajdują się bajeczne alejki, porośnięte palmami i niesamowite zakamarki.

Pamplemousse

Sukienka Glamorous (akurat przeceniona, ale uwaga bo bardzo długa!) / Kapelusz Asos / Sandałki Wojas

Pamplemousse

Ja aż podskakuję z radości, bo tak mi się tu podoba.

Pamplemousse

Pamplemousse

Pamplemousse

Jednym z najważniejszych punktów ogrodu są ogromne liście lilii wodnych. Niestety zimą liście obumierają, by latem rozłożyć się na nowo na całej powierzchni stawu. Lato na Mauritiusie dopiero się zacznie, więc pozostały nam tylko resztki.

Mam ogromną ochotę przespacerować się po tych liściach, tak jak to często bywało w bajkach.

Pamplemousse

Pamplemousse

Pamplemousse

Te niesamowite, ogromne drzewa można znaleźć na całej wyspie. Zwisające liany i mnóstwo małych konarów to coś co zachwyca.

Pamplemousse

Pamplemousse

 

Pamplemousse

Ogród nazwę nosi od pierwszego premiera Mauritiusu – Sir Seewoosagur Ramgoolam Botanical Garden (SSR Botanical Garden).

Pamplemousse

To drzewo aż prosiło się, żeby na nie wejść. Czuję się więc nie tylko, jak na wakacjach, ale trochę jakbym wróciła do czasów podstawówki, kiedy moim ulubionym zajęciem było wspinanie się po drzewach.

Pamplemousse

Pamplemousse

Palma oczywiście też chciała by zrobić sobie na niej zdjęcie.

Pamplemousse

Pamplemousse

Zostawiamy ogród w Pamplemousse. Cudownie tu, a to dopiero sam początek przygody.

Wracamy wygrzewać się w słońcu, delektować widokami i popijać wodę kokosową prosto z kokosa, w końcu to rajskie wakacje na drugim końcu świata.

Do zobaczenia już niedługo.