Ślub na Mauritiusie

Dokładnie pół roku temu, w przepięknym miejscu, gdzieś na Oceanie Indyjskim, z widokiem na turkusową wodę wziełam ślub. To był stanowczo najpiękniejszy dzień w moim życiu, ale też niesamowicie wewnętrznie spokojny.

Z Ukochanym jesteśmy od 8 lat, więc ślub był dla nas tylko formalnością, potwierdzeniem. Nie musieliśmy się zastanawiać, martwić. Obydwoje tego chcieliśmy. Nawet przez chwilę nie miałam wątpliwości.

Na początku 2016 roku zdecydowaliśmy, że chcemy to zrobić na rajskiej wyspie. Sami. Na spokojnie i bardzo naturalnie.

Znalazłam najlepszych organizatorów ślubów za granicą – 5 Events, Ślub za granicą. Kilka maili, spotkanie i wiedzieliśmy, że Mauritius będzie tym najlepszym miejscem. Teraz wystarczyło wybrać termin, zorganizować dokumenty i polecieć na drugą półkulę.

Oprócz nas, organizatorów i fotografa – Sławka Gubały, nikt nie wiedział o naszym ślubie. Były momenty, że chciałam opowiedzieć o wszytskim przyjaciółkom, były też takie gdy gryzłam się w język, jak ktoś narzekał, że ktoś z rodziny z mocno chce decydować o jego ślubie. Taki był plan. Dzięki temu miałam wszystko opanowane i z każdym dniem byłam pewniejsza tego co robię.

Trzy miesiące przed ślubem z najbliższego nam Urzędu Stanu Cywilnego wyciągneliśmy: Akt urodzenia w wersji wielojęzycznej, zaświadczenie o możliwości zawarcia związku małżeńskiego. [Aby dostać ten drugi dokument musicie przyjść ze swoją pratnerką/ze swoim partnerem do urzędu. Na te dokumenty musicie też poczekać kilka tygodni.]

Teraz czas czekać i lecieć na rajską wyspę. Całe wakacje dla nas obojga były niesamowicie zapracowane, w ciągłym biegu. Zdążyłam tylko zamówić dwie sukienki na Asosie (a gdzież by indziej?!), nie wiedząc ostatecznie, która będzie tą idealną.

Jak wyglądał nasz ślub? Prosto. Wiedziałam, że tego dnia to my mamy być najważniejsi, a do klimatu plaży i wyspy nie pasuje przepych, kicz (którego i tak bym nie zniosła). Pierwszego dnia w hotelu widziałam smutną pannę młodą, która siedziała znudzona w hotelowym barze, ubrana w ogromną bezę, z idealną fryzurą, perfekcyjnym, różanym bukietem. Obok siedział jej mąż i najbliższa rodzina. Przeraziła mnie ta wizja. I wiedziałam, że to jest to czego nie chcę.

Ślub na Mauritiusie

Chcieliśmy by wszystko wyglądało bardzo naturalnie, bardzo prosto i bardzo po naszemu.

Proponowano nam bukiety z poukładanych dokładnie kwiatów, ktore na wyspie nie rosną, proponowano gazebo ubrane w połyskujące materiały, czy rownież mnóstwo niepotrzebnych gadgetow.

Chcieliśmy by wszystko odbyło sie na plaży, najlepiej przy pięknym łuku stworzonym z liści palmowych. I udało się – było dokładnie tak, jak chcieliśmy, choć łuk był tylko udekorowany liśćmi.

Ślub na Mauritiusie

Zamiast idealnego bukietu z róż, rano podjechałam pod mur w okolicy, przy którym rosły dzikie kwiaty i liście palmowe. A tuż przed uroczystością szybko stworzyłam z tego bukiet. Najpiękniejszy bukiet jaki mógłbym sobie wymarzyć.

Nie miałam wielkiej, białej sukienki, a zamiast tego zwiewna wtapiające sie w przyrodę. Ukochany zamiast idealnego garnituru założył lnianą koszule. Do tego wszystkiego sandałki, bo przecież bierzemy ślub na plaży!

Ślub na Mauritiusie

Wokół nas natura, zieleń, turkus wody, wiatr targający włosy, a na plaży kilkoro świadków, ktorzy przypatrywali sie naszym poczynaniom i radości.

Najtrudniejszym elementem organizacji było podpisywanie dokumentów w kilku miejscach, kilka dni przed ślubem. I to wlaśnie tu przydaje sie organizator, albo po prostu osoba ktora Was zaprowadzi w odpowiednie miejsce. My z urzędu, poszliśmy do sądu, by przejść znow do kolejnego urzędu, gdzie przechodziliśmy przez cała masę drzwi, pokoi i korytarzy. A na sam koniec urząd gminy do którego podlega hotel. My nie musieliśmy się martwić, gdzie pójść, co zrobić, dzięki Lux Voyage (nasza agencja skontaktowała się z tą lokalną).

Wszystkie szczegóły omawiane były miesiącami, choć tak naprawde wszystko ustaliliśmy dopiero po przyjeździe na miejsce, z cudowną koordynatorką z hotelu – Natalie. Ta kobieta była w stanie zrobić niemal wszystko o co poprosiliśmy, choć prosiliśmy o niewiele. Ona sama zasugerowała, że może chcielibyśmy zamiast muzyki puszczanej z radia – gitarzystę. W dniu ślubu podjęliśmy decyzje – chcemy kreolskiego grajka. Kavi chciał początkowo zagrać nam „wspaniałe” anglojęzyczne piosenki, ale my ku zdziwieniu wszystkich wybraliśmy cos tamtejszego – piękne kreolskie ballady, ktore Kavi grał z głowy.

Nic innego nie mogło pasować do tego miejsca.

Ślub na Mauritiusie

Sama uroczystość trwała chwile – 10 minut, podczas których pani urzędnik powiedziała kilka słów wstępu, przysięga z dobrze znanym „I do” i przyrzeczenia. Podczas wręczania obrączek powiedzieliśmy kilka słów od siebie, choć mi ze wzruszenia po prostu wszystko wyleciało, bo jak nagle powiedzieć Ukochanej osobie wszystko w jednej chwili.

Ślub na Mauritiusie

Pamiątkowe zdjęcie i przy akompaniamencie gitarzysty huczne otwieranie szampana przez Ukochanego, poprzez odcięcie główki mieczem.

Dalej już tylko symboliczne krojenie tortu.

Ślub na wyspie

I oczywiście pierwszy taniec do kreolskiej piosenki.

Ślub na Mauritiusie

Czy zatem mogłoby być bardziej naturalnie? Po wyspiarsku i odrobine na luzie?

Jestem przekonana, że nasz ślub wszyscy zapamietają na długo, bo właśnie w prostocie siła.

Po całej ceremonii, czas na krótką sesję z fotografem.

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

To właśnie ze Sławkiem usiedliśmy wieczorem przy drinku, opowiadając sobie historie, słuchając muzyki, delektując się chwilą.

Tego dnia nie musiałam się niczym martwić i przejmować. Nikt mnie nie oceaniał, nikt się nie wtrącał, a w oczach mojego męża byłam najpiękniejszą kobietą na całym świecie (i nadal jestem).

Tego dnia było tylko to, co najważniejsze, czyli my i nasza miłość. I wtedy staliśmy się pewni, że nic więcej nam do szczęścia nie trzeba.

Wieczorem czekała na nas kolacja przy świecach, na piasku, przy szumie fal, a Kavi grał już angielskie ballady.

Następnego dnia ruszyliśmy ze Sławkiem w podróż dookoła wyspy. Były śmiechy, były piękne widoki.

A to chyba moje ulubione zdjęcie z naszej sesji.

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na wyspie

Ze Sławkiem, wszystko było takie naturalne. Spacerowaliśmy po wyspie, a zdjęcia jakby same się robiły.

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na wyspie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na wyspie

Ślub na Mauritiusie

Ślub na Mauritiusie

Gdy byłam małą i trochę większą dziewczynką, a nawet już kobietą, marzyłam o pięknej sukience od Elie Saaba, złotych szpilkach najlepiej od Jimmi Choo, o rozrzuconych kwiatach na trawie, gdy będę szła do ołtarza, o pięknych kwiatowych dekoracjach, wielkim bukiecie, DJu grającym cudowne piosenki w oldschoolowym stylu i o Panu Młodym w pięknym garniturze. Gdy decyzja o ślubie zapadła przestałam o tym marzyć.

W dniu ślubu na plaży zrozumiałam, że w tej najważniejszej chwili potrzebne są tylko dwie osoby, ja i mój mąż (i jeszcze 2 świadków i urzędnik dla formalności). Nikt więcej i nic więcej. Bo tylko tak, to co najważniejsze jest uchwycone, zapamiętane. Bez zbędnego martwienia się o sukienkę, opinie innych, delikatnie więdnące kwiaty, niezadowolonych gości, czy złą muzykę.

Bo tego dnia najważniejsza jest miłość i to ona powinna być celebrowana i przeżywana przez młodych, a mam wrażenie, że w całym zamieszaniu wesela właśnie tego brakuje.

Nie chcę Was przekonywać, że tylko taki ślub na plaży, jest najlepszy i najważniejszy. Może Wy marzycie o wielkim weselu, ślubie w katedrze i o mnóstwie wpatrzonych w Was gości. Chcę Wam tylko powiedzieć, że macie wybór, bo to Wasz dzień, a nie gości, czy rodziców. Więc spełniajcie Wasze marzenia.

Ja Wam takiego pięknego dnia życzę, niech będzie Wasz, idealny, bo o to, czy to będzie Wasz najpiękniejszy dzień w życiu się nie martwię.

 

 

Zdjęcia: Sławomir Gubała

Organizacja ślubu: 5 events, ślub za granicą

Miejsce ślubu: Hotel Zilwa Attitiude, Mauritius

Miejsca ze zdjęć: Hotel Zilwa, Cap Malheureux, Pola Trzciny Cukrowej, Rochester Falls, Case Noyale, plaża pod Le Morne.

Sukienki: Asos

Cena: niższa niż tradycyjne, polskie wesele