ulubieńcy stycznia

Grudzień upłynął mi trochę leniwie, ale za to styczeń tak pędzi, że nawet się nie spodziewałam, że to już jego koniec. Sporo się działo. Sporo uporządkowałam spraw i zaplanowałam. Na całe szczęście przyświecało mi słońce – w grudniu w Maladze, w styczniu w Lizbonie. Polecam każdemu wyskoczyć, nawet na drugi koniec Europy, by uciec trochę przed tą zimową pogodą.

Mój 2018 rok chcę przeżyć pod hasłem „Mniej myśleć, więcej robić!„, a z tego też wychodzi jego kontynuacja „łapać okazję i ryzykować„. Myślenie właśnie to moja największa zmora. Analizuję wszystko – dlaczego bohater w filmie chciał zabić, dlaczego dziewczynka w teledysku jest ubrana na kolorowo, czemu polityk nie potrafi się zachować, a kurierzy nie przynoszą paczek o czasie (i oczywiście myślę o tym, jak to usprawnić). Czy warto dodawać bardziej niebieskie, czy podstarzałe zdjęcia, czy styl pisania jest lepszy profesjonalny, a może na luzie, czy warto zakładać kolejne konto, czy jednak wejść na YouTube. To świetna zabawa dla mojego mózgu, ale czasem zachodzę za daleko. Bo gdy są to rozkminki związane z ogólnopojętym życiem, to super, ale gdy wchodzi na zawodowe, bardziej rozwojowe sprawy, to nagle tracę czas i mnie to hamuje.

Pewnie powiecie, że przecież właśnie powinno się więcej myśleć, zanim się coś zrobi, ale wyobraźcie sobie mnie – trochę perfekcjonistkę (jak się niedawno z testu okazało, a Ukochany od lat to powtarzał), która choć ma plany, to wszystkie uwala, bo rozkminia każdy najdrobniejszy szczegół. Sprawdzam, co jeszcze warto zrobić. Analizuję. Często moje myśli prowadzą do jednej wielkiej zawieruchy, bo nagle dochodzę do wniosku, że w sumie to nie jest taki super pomysł, że może nie w tym terminie, że w sumie szkoda pieniędzy, jak coś nie wyjdzie, a tak już zupełnie to chyba nie ja powinnam to zrobić. Czasem bywa już tak, że projekt jest niemal skończony, ale ja jednak dochodzę do wniosku, że zanim to wypuszczę, to muszę zrobić jeszcze to, to i to. Taaak długo analizuję, że czasem przemyka mi szansa. Choć nie mogę też powiedzieć, żebym nic nie robiła, ale przez tę całą analizę, zamiast zrobić 5 rzeczy w projekcie, ja robię 15 i każda z nich musi być super. W tym roku chcę to zmienić. Chcę mniej myśleć, a więcej robić! Taki jest plan. Trzymajcie kciuki. I błagam, powiedźcie, że ktoś z Was też ma taką przypadłość.

Jednak nie przedłużając, bo miało być o moich ulubieńcach i perełkach grudnia i stycznia. Nie ma ich dużo, ale to co jest to już sama esencja.

 

Książki

ulubieńcy stycznia

Dżentelmen w Moskwie, Amor Towles – to jedna z najlepszych powieści, jakie kiedykolwiek czytałam. Świetna, zabawna, pouczająca i bardzo wciągająca historia mężczyzny, który nie może opuścić najpiękniejszego hotelu w Moskwie. Na całe szczęście w budynku nie brakuje atrakcji, usług, czy klimatu rosyjskiej ulicy. Sytuacja polityczna w kraju się zmienia, znajomi są prześladowani, a on żyje w wielkim, pięknym hotelu. Wnioski do jakich dochodzi są fascynujące i zaskakujące. Warto po nią sięgnąć i spędzić wiele godzin w moskiewskim hotelu.

 

Face Paint. Historia Makijażu, Lisa Eldridge – Lisy kanał na YouTube oglądam od lat, tak sobie myślę, że chyba był pierwszym, jaki zasubskrybowałam. Pewnie dlatego tak bardzo chciałam sięgnąć po tą książkę. Przepięknie wydana historia makijażu, ale i samych najbardziej kultowych kosmetyków.

Mnie chyba najbardziej zachwyciły zdjęcia, grafiki starych reklam, zdjęcia umalowanych pań.

ulubieńcy stycznia

W jednym miejscu znajduje się wiedza o kosmetykach kolorowych, jakie towarzyszą nam w nieco zmienionych formach od wieków. Niezwykłe znaczenie makijażu wiele wieków przed nami. Książka przechodzi przez znaczenie kolorów (czerwony, biały i czarny to najpopularniejsze i najpiękniejsze kolory w upiększaniu ciała) i ich zastosowanie, historię dawnych upiększaczy, jak to się stało, że malowanie się stało się tak popularne i zaczęło przynosić niesamowite zyski. Hollywoodzki makijaż, którego pragnęły wszystkie kobiety. Pierwsze kosmetyki, historie pionierów i kosmetycznych marek.

Mnie najbardziej zafascynowały zdjęcia reklam, starych produktów, czy też przepięknych kobiet i wręcz niesamowite historie przedstawionych w książce muz. Myślę, że tę książkę powinna mieć każda kobieta w swojej biblioteczce, bo warto wiedzieć skąd i jak wziął się makijaż oraz jak rozwijał się i zmieniał na przestrzeni lat. Coś wspaniałego. Będę do niej wracać przez lata.

Książkę możecie kupić na stronie wydawnictwa Znak.

ulubieńcy stycznia

Książka natchnęła mnie też do pomysłu, by podzielić się z Wami swoimi ulubionymi kosmetykami kolorowymi. Chciałybyście taki wpis?

 

Sirrocco. Wspaniałe smaki bliskiego wschodu, Sabrina Ghajeur – Kulinarne cudo. Już samą przyjemnością jest oglądanie tych zdjęć. Przepięknie wydana książka kucharska prowadząca nas prosto na bliski wschód. Przepisy są proste, ale niesamowite. Nie mogę się doczekać, aż zrobię kolejne danie. Tam jest tyle dobrego, że ciężko wybrać, co zrobić w następnej kolejności.

 

Przedmioty

Fotoksiążki to coś, z czym zwlekałam od miesięcy (a nawet lat). Miałam jeden plik ze zdjęciami, ale nigdy nie miałam okazji by je wydrukować. Aż w końcu w jeden wieczór stworzyłam, aż 6! Tak jak opowiadałam na Insta Stories na IG (jak mnie jeszcze nie śledzicie, to zapraszam), są to jeszcze albumy ze ślubu, z naszych podróży, ale i małe, instagramowe wspomnienia. Czasem nie tylko warto zajrzeć do tych wspaniałych zdjęć z danej podróży, ale również przypomnieć sobie małe wspomnienia z codziennego życia. Właśnie dlatego stworzyłam dwa minibooki z przeglądem 2016 i 2017 roku. Oglądając je przypominam sobie, że niektóre wydarzenia miały miejsce.
Wszystko robiłam w Printu. Piękne kolory, ładne i proste szablony i bardzo szybka produkcja. Polecam każdemu, kto chce spędzać wieczory ze wspomnieniami. Ja teraz po każdej podróży mam zamiar od razu tworzyć taki album.

ulubieńcy stycznia

Alias – gra towarzyska, która świetnie zintegrowała zarówno moją rodzinę w święta, jak i przyjaciół na sylwestra. Uwielbiam wszelakie gry towarzyskie, planszówki, ale ta jest jedną z najlepszych w jakie grałam. Grupa dzieli się na mężczyzn oraz kobiety i objaśnia świat drugiej strony. Trochę takie kalambury słowne. Jak jeszcze nikt problemu nie ma z wytłumaczeniem NBA, to już ciężej jest gdy wchodzi w grę cadillac. Przyznaję, że więcej tych kobiecych haseł sprawiało trudności, ale bawiliśmy się świetnie. Trochę upraszczając zasady.

 

Filmy

Spacer po Linie – od lat chciałam obejrzeć ten film. Historia życia Johnego Casha. Jego bardzo wyboista i niepewna droga kariery muzycznej. Wszystkie wzloty i upadki. Nie przesłodzony, bardzo prawdziwy. Momentami zabawny, a z całą pewnością bardzo muzyczny. Jeśli chcecie poznać największe przeboje Johnego, to nie ma lepszej drogi, jak właśnie oglądając film.

Studentka i pan Henri – popłakałam się na jego zakończeniu, a łzy nie mogły przestać cieknąć mi przez długi czas. Historia młodej dziewczyny, która trochę szuka swojej drogi, wiele spraw u niej jest pod górkę. Jednym słowem nic jej się nie układa. Zamieszkuje ze starszym, zrzędliwym panem Henri i choć jej los się specjalnie nie odmienia, ale ma odwagę by dalej dążyć do swoich celów i marzeń. Zabawny, bardzo prawdziwy i (przynajmniej dla mnie) ogromnie wzruszający.

 

Netflix

Black Mirror – gdy wchodzi nowy sezon, ja nie potrafię nic więcej robić, tylko oglądam, i oglądam, i oglądam. Twórcom nie brakuje pomysłów na nowe, może nawet zbyt realne historie. To taki idealny serial na te moje przydługie rozmyślania. Potrafimy z Ukochanym przegadać po jednym odcinku pół nocy, bo zastanawiamy się, na ile jest to realne i jakie zagrożenia ze sobą niesie. Coś genialnego! Wizja naszej przyszłości, bardzo, ale to bardzo realna. Jeśli jeszcze nie widzieliście, to koniecznie to zróbcie! A… każdy odcinek opowiada nową historię, wiec możecie sobie zacząć nawet i od najnowszego.

The Crown – długo czekałam na nowy sezon. Kolejne lata panowania Królowej Elżbiety. Już nie tak pastelowe i piękne, jak te pierwsze. Lubię ten serial nie tylko, za świetną historię, ale też za zmuszenie mnie do myślenia, o sprawach które nigdy mnie nie interesowały – jak polityczne rozgrywki, wojny.

Narcos – jeju, jakie to jest dobre! Ostatni sezon jest po prostu mistrzowski i moim zdaniem pobił, i tak genialne, wcześniejsze sezony. Wszystko się dzieje w Kolumbii, gdzie rządzą krajem kartele narkotykowe. Najpierw jest to Escobar, a następnie Kartel z Kali. Te intrygi, plany i oczywiście rozprawianie się z gangami. Mega! Tylko uwaga, bo tak wciąga, że nie przestaje się oglądać do ostateniego odcinka.

 

Internety

Czemu powinniśmy pozwolić na zmiany i iść własną drogą. Wystąpienie TEDx.

Tomasz Knapik, którego mogę słuchać bez końca, opowiada o swoich początkach z bycia lektorem, wpadkach i ciekawostkach.

Spotkania

Na jednej z grup podróżniczych na FB, utworzyła się chętna grupa do spotkania. Tak w styczniowy dzień poznałam 3 niesamowite dziewczyny, które jak ja kochają podróżować. Spędziłyśmy długie popołudnie opowiadając o swoich przygodach i planując, wspólnie nowe. W lutym lecimy we 4 do Brukseli i już nie mogę się tego doczekać. Jeśli macie sprawdzone restauracje, kawiarnie, czy ciekawe miejsca, kadry w Brukseli, to koniecznie dajcie mi znać w komentarzu.
Środa Dzień Bloga – ciekawe wydarzenie w Warszawie. Przede wszystkim dla początkujących i aspirujących blogerów. Jak na razie odbyły się dwie edycje, a kolejna już 28 lutego. Sprawdźcie, może Was zainteresuje tematyka.
Do or donut! – spotkanie internetowe. Grupa Magdy, w której co tydzień robimy coś zupełnie dla nas nowego. Może to być drobnostka, a może coś naprawdę dużego. W styczniu poszło łatwo, zobaczymy, jak kolejne miesiące. Coś czuję, że to będzie rok pełen nowości.

A co z Lutym?

Możecie spodziewać się mega wpisów z Lizbony. Nie mogę się doczekać, aż Wam je wszystkie pokażę. Niektóre miejsca i kadry były niesamowite, ale nie chcę Wam nic zdradzać – zaglądajcie koniecznie na bloga. A jeśli jesteście bardzo zniecierpliwieni i marzycie o pooglądaniu pięknych zdjęć i miejsc, to zapraszam na Instagram Thief of the world, tam sporo słońca się pojawia.
Z racji mojego tegorocznego hasła, nie zastanawiałam się, czy znajdę czas, czy jest mi to do końca potrzebne i kupiłam dwa kursy – nauka Lightrooma i kurs graficzny. Aż wstyd się przyznać, ale podchodziłam do Lr od lat i jest dla mnie zupełnie nieintuicyjny, w przeciwieństwie do Photoshopa, którego uwielbiam. Czas to zmienić, bo gdy widzę, mega obróbkę zdjęć, to żałuję, że sama tak nie potrafię! Co do grafiki – coraz częściej jest mi ona potrzebna w pracy, a moje umiejętności są na bardzo niskim poziomie. Chciałabym opanować bardziej rozszerzone podstawy. Takich umiejętności nigdy za wiele. Będzie zatem pracowicie i naukowo.
A na sam koniec, po urodzinach, które w tym roku mam zamiar świętować z hukiem (a kto mi zabroni?) wybieram się do Brukseli, na cudowną czekoladę i frytki.

 

 

 

 

 

 

 

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz