Miasteczko Trani zapisałam sobie jako ostatnie na liście do odwiedzenia w Apulii, tak gdyby nam się nudziło i nie miałybyśmy co robić. Ze zdjęć wydawało się zwyczajne, trochę niejakie i nudne, więc uznałam, że nic się nie stanie, jak do niego nie dotrę. Na całe szczęście podróż autokarem (MarinoBus) z Neapolu do Barii trwała na tyle krótko, że dość szybko okazało się, że mamy jeszcze pół dnia do zapełnienia.

Łapiemy pociąg do Trani z Bari Centrale. Kilka euro, 20 minut i jesteśmy na miejscu.

Już po wyjściu z dworca okazało się, że Trani to miasteczko przepięknych kamienic. Kolory, jeszcze bardziej podsycane przez ciepłe słońce mnie zachwycają ogromnie. W dodatku wszędzie kwitną kwiaty, a zielone liście drzew kontrastują z pastelowymi murami.

Zaczęłyśmy od parku usytuowanego nad samym morzem.

W ten upalny dzień chłód w cieniu drzew był aż wybawieniem, a zapach morza dominował niemal w każdym miejscu.

W cieniu drzew odpoczywają mieszkańcy. Dzieci bawią się do dźwięków tajemniczego fletu (grajek, nawet wyglądał trochę, jak postać z bajki), a kolor wody uspokaja zmysły.

W Trani panuje niesamowity wręcz spokój.

Widok na port w Trani (z fortu)

Jakby nie patrzeć port w Trani pokochałam od pierwszego wejrzenia.

Trani

Szczególnie pastelowe domki ustawione równiutko na brzegu robią urocze wrażenie.

Trani

Delikatnie falujące żaglówki, naprawiający swoje łodzie rybacy, spacerujący w oddali, po deptaku turyści, turkusowa woda, kolorowe domy i oczywiście ona – katedra.

Trani

Katedra niemal wyłania się z morza. W czasie silnych fal z pewnością jest zalewana przez słoną wodę.

Deptak

Aby dojść do tych ogromnych murów, musimy okrążyć port. Mijamy więc, piękne pałace, które nawet teraz, po latach zachwycają swoimi ornamentami, wielkością.

Pierwsze wrażenie, gdy docieramy do Piazza Quercia, to myśl, że Trani, to senne miasteczko. Czas wolno płynie. Mieszkańcy umawiają się na popijanie wina i jak koty wygrzewają się w słońcu.

Z chęcią siadamy na placu by zjeść niewielki lunch w postaci lokalnych przysmaków. Na naszym stole ląduje sałatka z ośmiornicy i Tiedda barese, czyli ryż, ziemniaki i małże w jednym daniu.

Choć wydaje się to być totalną abstrakcją, to jestem zaskoczona jak dobre i bardzo sycące jest to danie. Doskonale doprawione.

Wystawiając się do słońca, ciesząc się z widoków i popijając espresso, spędzamy tak dłuższą chwilę. W końcu czujemy się jak na wakacjach. Ja nawet delikatnie czuję, jak się wzruszam, że znów mogę delektować się tym, co we Włoszech najpiękniejsze.

Port w Trani przez wieki był odwiedzany przez największych żeglarzy wiozących wiele dóbr z wypraw. Był jednym z najważniejszych portów w Apulli. Obecnie – latem przypływa tu wiele jachtów, cumując po całodniowych rejsach i ciesząc się przepięknymi widokami.

Spacer wokół portu zamienia się w długie minuty zachwytów. Co chwilę przystajemy, by znów zrobić zdjęcie z nieco innej perspektywy, poobserwować odpoczywającego w cieniu psa, czy znaleźć najładniejszą łódkę w porcie.

Myślicie, że to mało kreatywne zajęcie? Spróbujcie nie zachwycić się w tym porcie i jego klimacie, to porozmawiamy.

A są jeszcze przecież urocze uliczki, w których nie ma ruchu, a momentami mam wrażenie, że czas tu całkiem się zatrzymał.

Trani

Port w Trani

Oczywiście, jak to na port przystało, nie brakuje stoisk z wyłowionymi tego dnia rybami. Małe namioty, z porozstawianymi skrzynkami. Widząc te wszystkie świeżo złowione skarby morza, marzyłam, żeby mieć gdzie z nimi poeksperymentować i przyrządzić na kolację.

Trani

Cattedrale di San Nicola Pellegrino

Choć nie chcę się żegnać z tym uroczym portem – jest jeszcze katedra.

Trani

Cattedrale di San Nicola Pellegrino zbudowana jest z tufu o różnych kolorach. Romańska katedra jest jedną z najpiękniejszych w Apulli.

Wygląda trochę, jakby ktoś ją rozciągnął, a trochę jak zamczysko pośrodku morza. Jedno z drugim potęgują zaciekawienie.

Trani
Trani

Ponadto w zależności od pory dnia i od padania słońca – zmienia kolor. Raz jest jasna, piękna i błyszcząca, a raz trochę bardziej poważna. Cieszę się, że mogę ją zobaczyć o tej porze dnia. Widzę jej różne oblicza.

Trani
Trani
Trani

Przy zachodzie słońca zerkamy na kolory nieba, zmieniające się kolory katedry i błękitne morze ginące za horyzontem.

Trani

Stare Miasto

Jednak czeka nas jeszcze powrót starymi uliczkami do dworca.

Idziemy niespiesznie, obserwując kamień. W większości uliczek jesteśmy same, wiec bez problemu możemy cieszyć się tym, co widzimy. A jest na co spoglądać – stare domy, ciemne zaułki, bary piłkarskie, okwiecone wejścia, dzieci grające w piłkę na placu, czy rozwieszone pranie zwisające nad naszymi głowami.

Trani
Trani

Jednak na sam koniec pobytu docieramy raz jeszcze do portu, by pożegnać się w kolorach zachodu słońca.

Trani
Trani

Przede wszystkim o Trani mówi się, że to Perła Adriatyku. Ja co prawda nazwałabym ją jednak perełką. Jednak nie zmienia to faktu, że i tak warto zobaczyć to przepiękne miasteczko. Jedno popołudnie na spacer po deptaku wzdłuż portu, odpoczynek w parku i podziwianie trańskiej katedry w zupełności wystarczy, ale nie możecie tego miasteczka przegapić, będąc w Puglii.